Przysłówki częstotliwości: wstęp. Przysłówki częstotliwości (adverbs of frequency) odpowiadają na pytanie „Jak często” (How often)? Określają one częstotliwość z jaką dana czynność jest wykonywana. Przysłówki częstotliwości mówią o powtarzalnych czynnościach, dlatego łączą się z czasem Present Simple. Odp: Seks po 40-ce. wilczysko napisał/a: To nie musi być zdrada. To może być układ, w którym obie strony się dogadują, że z uwagi na to, że jedna z nich ma potrzeby seksualne, które są nie do zaspokojenia przez drugą stonę, to istnieje zezwolenie na seks z kimś innym. Można się naprawdę dogadać. Jeśli kochacie pluszaki, staraj się prać je często w odpowiednich środkach. To, co możesz – ukrywaj. Nie chodzi nam o to, by rzeczy przed kimkolwiek chować czy redukować barwny misz-masz. Wszystkie wolnostojące zabawki i akcesoria zwyczajnie się kurzą, a ładna komoda z szufladami czy kolorowe pojemniki mogą być dodatkową ozdobą cash. Naukowcy odkryli, jak wygląda zależność między wiekiem partnerów, a częstotliwością ich miłosnych spotkań. Nie od dziś wiadomo, że dynamika związku jest różna w zależności od różnych czynników: długości relacji, zaangażowania partnerów, a także ich wieku. Naukowców z Instytutu Kinseya zainteresowała zwłaszcza ta ostatnia zależność – czy są jakieś normy i jak wygląda częstotliwość zbliżeń w zależności od tego, w jakim wieku są partnerzy. I co się okazało? Ile seksu w jakim wieku? Że wraz w wiekiem uprawiamy seks coraz rzadziej. Podczas gdy dwudziestoparolatkowie zaliczają dwa spotkania w tygodniu (czyli mniej więcej 112 w ciągu roku), kochankom po 30. taki wynik udaje się osiągnąć tylko co któryś tydzień (czyli około 86 razy w roku). Później jest tylko gorzej – czterdziesto- i pięćdziesięciolatkowie doświadczają fizycznej miłości rzadziej niż raz na siedem dni (czyli mniej więcej 70 razy w roku). Z czego wynikają takie pesymistyczne prognozy? Badacze wskazują, że wszystkiemu winna jest pogarszająca się z wiekiem kondycja fizyczna - dokuczające kochankom dolegliwości czy choroby przewlekłe nie pozwalającego czerpać rozkoszy pełnymi garściami. A co ze starszymi ludźmi? To zaskakuje najbardziej! Okazuje się, że to badanie w ogóle ich pominęło, czyli z góry założono, że po ukończeniu 50. roku życia ludzie przestają się kochać. Trudno o większy błąd – coraz więcej kobiet chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami twierdząc, że nigdy wcześniej nie zaznały takiej satysfakcji jak właśnie wtedy. Tłumaczą, że spełnienie się w roli matki i zaspokojenie zawodowych ambicji, czyli uogólniając – wywiązanie się z narzuconych społecznie ról, otwiera zupełnie nowy obszar, który pobudza apetyt na nieznane dotąd doznania i pozwala je realizować. Także sami naukowcy – tym razem ci z uniwersytetu w Manchesterze uznali tę grupę wiekową za istotne źródło wiedzy. Seniorzy zapytani o swoje życie seksualne skarżyli się przed wszystkim na brak wsparcia ze strony lekarzy, którzy mogliby pomóc chęciom dogonić możliwości, ale z jakichś względów tego nie robią. Ważna jest także inna prawidłowość poparta badaniami – nie chodzi o ilość, ale o jakość. Coraz więcej kobiet deklaruje, że po 36. roku życia zaczęły czerpać ze zbliżeń dużo więcej przyjemności niż dotychczas; inne za to wskazują 40. jako moment objawienia. Wygląda więc na to, że jeśli zadbać o dwa obszary, czyli jakość relacji z partnerem, a także własną kondycję fizyczną może się okazać, że wbrew statystykom czas działa na naszą korzyść. Co zrobić, aby intymność na nowo zagościła w waszym związku? Jak wzbudzić w sobie ochotę na miłosne igraszki? O seksie po porodzie opowiada Alicja Długołęcka, seksuolog z Zakładu Psychoterapii Wydziału Rehabilitacji Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Młode mamy pytają: kiedy seks po porodzie będzie taki jak dawniej? No cóż... W pewnym sensie już nigdy. Nie łudźmy się – seks po urodzeniu dziecka niewątpliwie się zmieni. To zresztą zrozumiałe: mamy do czynienia z zupełnie innym układem, inną sytuacją psychologiczną. Bezpośrednio po porodzie inne hormony działają na kobietę. Nie jest wówczas nastawiona na ekstatyczne przeżycia seksualne, ale raczej na bliskość i czułe pieszczoty. Poza tym pojawienie się noworodka zmienia nasz stosunek do łóżkowych igraszek. Nagle okazuje się, że efektem seksu może być cud życia. Oczywiście, nie chodzi o to, że zaczniemy traktować seks z nabożeństwem, ale że wspinamy się na nieco wyższy poziom świadomości seksualnej. Naszym zabawom zaczyna towarzyszyć głębsza bierze się taka zmiana nastawienia?Zaczyna się to już podczas porodu, kiedy wyzwala się ogromna ilość oksytocyny, nazywanej też hormonem więzi. Niektórzy psychologowie twierdzą, że ten zalew hormonalny przestawia nas na emocje, na spokój, bezpieczeństwo. Tę psychiczną zmianę matki widać podczas kontaktów z dzieckiem: to przecież także bardzo bliska, bardzo intymna relacja. Seks dla kobiety staje się wyznacznikiem miłości. Zresztą zawsze tak jest, ale w tym okresie poporodowym szczególnie. Seksualne wyciszenie kobiety trwa mniej więcej przez cały okres karmienia piersią, a nawet trochę dłużej. Dopiero po upływie około trzech lat, kiedy więź matki z dzieckiem nieco się rozluźnia, kobieta wraca do siebie – tej dawnej. Wtedy znowu potrzeby się zmieniają i odkrywamy kolejną jakość w może na seks po prostu nie pozwalają poporodowe dolegliwości? Coś rwie, boli, szczypie w strategicznych miejscach...Tak naprawdę żadne dolegliwości nie powinny występować po połogu, czyli mniej więcej po upływie sześciu tygodni od narodzin dziecka. Ale trzeba jasno powiedzieć, że kobieta po porodzie koniecznie musi iść do ginekologa, by stwierdził, czy wszystko jest w porządku. Warto też porozmawiać z nim o antykoncepcji. Zresztą ta wizyta jest potrzebna młodej mamie również z innego względu. Lekarz może ją trochę uspokoić, zbadać kurczliwość mięśni pochwy, sprawdzić lubrykację (czyli nawilżanie pochwy)... Nie bójmy się go zapytać o sprawy, które są dla nas istotne: „Czy pan uważa, że będę mieć jakiś luz w pochwie?”, „A czy pierwszy raz po porodzie będzie mnie bolał?”. Jednym z najczęstszych następstw porodu jest rozluźnienie mięśni pochwy ( mięśnie Kegla), a to wpływa zarówno na osłabienie doznań kobiety, jak i jej partnera. Aby mięśnie wróciły do stanu sprzed ciąży, warto je wzmacniać, najlepiej już od dnia porodu. Można ćwiczyć np. podczas oddawania moczu: robić trzysekundowe przerwy, napinając mięśnie się, że największą zmorą młodych rodziców i zabójstwem dla ich intymności jest mnie nie warto użalać się nad swoim zmęczeniem i wzbudzać poczucie winy u partnera. Lepiej niech młoda mama powie krótko, że gorzej się czuje, i zaproponuje racjonalny podział domowych obowiązków. Mówiąc o tym problemie, warto zauważyć, że zmęczenie u rodziców objawia się zupełnie inaczej. U mężczyzn częściej przejawia się podenerwowaniem i napięciem. A jednym ze sposobów rozładowania tego napięcia jest dla taty niemowlaka szybki seks. Tymczasem ten sam szybki seks może u młodej mamy wywoływać poczucie niezrozumienia i oddalenia, coś w rodzaju: „On swoje, a ja swoje”.I wtedy zaczynają się te osławione problemy...?Można ich łatwo uniknąć, ale to wymaga zmiany nastawienia partnerów. Nie ma innego sposobu na taką sytuację jak cierpliwość mężczyzny i otwartość kobiety. Jeśli między partnerami nie ma bliskości, może być ciężko. I tu jest bardzo ważne to, co działo się w ciąży. Okres oczekiwania na dziecko jest dobrą porą na wprowadzanie nowych form kontaktów seksualnych. Partnerzy mogą wypróbować miłość francuską, stosunek udowy, miłość hiszpańską, czyli tę opartą na stymulacji między piersiami – to świetne rozwiązanie dla karmiącej mamy... Przecież brak ochoty na stosunek dopochwowy wcale nie musi oznaczać niechęci do intymności! Ale żeby młoda mama nabrała ochoty na wieczorne igraszki, partner musi zrobić wszystko, by poczuła się ona przez niego akceptowana. Powinien pieścić ją tyle, ile się da – a ona powinna pozwolić się pieścić, nawet gdy marzy jedynie o poduszce. Warto się postarać: przecież mamy całe życie przed sobą! Często rozstrzyga się po pierwszym porodzie, czy związek się umocni, czy rozluźni. Jak budować tę bliskość po porodzie?Od wielu lat, pracując w szkołach rodzenia, pytam pary: „Dlaczego zapraszacie swoich rodziców bezpośrednio po urodzeniu dziecka?”. Z perspektywy więzi seksualnej to zbrodnia. O wiele lepiej przemęczyć się – ale razem, we dwójkę, niż pozwolić dziadkom zaprowadzić nowe porządki w rodzinie. To jest prosta matematyka: to, co dasz babci dziecka, odbierzesz swojemu partnerowi. Lepiej razem popłakać się ze zmęczenia, ale móc przytulić się bez skrępowania na golasa. To wtedy rodzi się bliskość i otwartość cielesna, coś w stylu: „Ja się nie wstydzę swojej fizjologii i wyglądu, bo czuję, że mój partner to akceptuje, przecież zmiany w moim ciele są związane z tym, że urodziłam nasze dziecko”. Budowanie takiej relacji to olbrzymia praca, ale na dłuższą metę wysiłek się opłaca: pewnego dnia kobieta zapragnie czegoś więcej niż przytulanie...A może lepiej przyspieszyć bieg sprawy? Może w odzyskaniu ochoty na seks pomoże mamie przekazanie maluszka właśnie w ręce babci i wybranie się na romantyczną, małżeńską randkę?To sztuczne i nieskuteczne! Oczywiście najłatwiej jest poradzić młodej mamie: „Załóż seksowną bieliznę, wyjdź z mężem na kolację, zapal świeczki itd.”. Ale te rady nie działają i mogą być źródłem wielkiego zawodu. Jeżeli kobieta jest niewyspana i przejęta swym macierzyństwem, to nawet gdy już pójdzie na tę kolację, będzie tam siedziała jak na szpilkach. Z piersi coś wycieka, sukienka niewygodnie obciska, połowy smakołyków i tak jeść nie mogę, a tak w ogóle to siedzimy już za długo i maluszek pewnie płacze. Sztuczność tej sytuacji zamiast budować bliskość między partnerami, jeszcze bardziej ich od siebie mówiąc: nie róbmy nic na siłę?Jeśli godzę się na seks, bo czuję, że muszę się sprawdzić, albo z lęku, że abstynencja trwa już za długo – to z pewnością seks nie będzie udany. Nie śpieszmy się. Po porodzie trzeba od nowa się poznawać. Jako dojrzali ludzie często zazdrościmy nastolatkom: jak oni długo potrafią się dotykać i całować bez dążenia do stosunku. Tymczasem właśnie poród daje nam szansę na powrót do tego okresu w życiu, kiedy jeden czuły pocałunek rozpamiętywałyśmy przez cały tydzień – aż do następnej kobiet boi się, że kiedy staną nago przed partnerem, on dostrzeże cellulit, rozstępy, obwisłą skórę na brzuchu...Gdy kobieta czuje się w związku akceptowana i rozumiana, to nie przeżywa kryzysów związanych z ciałem. Nawet jeżeli myśli o tym, że gdzieniegdzie nagromadziło się trochę za dużo tłuszczyku, to wie, że tak naprawdę jej wygląd nie wpłynie na jakość seksu. I wtedy paradoksalnie o wiele łatwiej jest jej zabrać się za siebie, np. z powodów zdrowotnych. Kompleksy zazwyczaj mają swój początek jeszcze przed ciążą. Zastanówmy się, czy wcześniej liczył się dla nas seks lub nasz wygląd podczas stosunku. Ważne jest też, czy kobieta podczas ciąży akceptowała swoją cielesność i jak do tej sprawy podchodził jej się, czy rozmawiając o seksie po porodzie, nie robimy wiele hałasu o nic... Bo skoro kobieta nie ma ochoty na seks, może niech po prostu zrezygnuje ze starań o wznowienie swojego życia intymnego?To decyzja najgorsza z możliwych. Warto się kochać! Po pierwsze, seks można uprawiać do późnej starości, a wiele kobiet bardzo docenia to, co dzieje się w tej sferze właśnie w dojrzałym wieku. Po drugie, rezygnacja z seksu to dobrowolne wyrzekanie się nie tylko fizycznej przyjemności, ale też, a nawet przede wszystkim, bliskości w związku. Powiedzmy jasno: nie ma zdrowej relacji psychicznej między partnerami bez więzi fizycznej. Pamiętajmy o tym, szczególnie po porodzie, kiedy wiele kobiet angażuje się całkowicie w związek ze swoim dzieckiem. Prawda jest taka, że dzieci dorastają i odchodzą, a wtedy kobieta, która narzuciła sobie wyłącznie rolę matki, zostaje sama, choćby nawet wciąż żyła z partnerem pod jednym dachem. Niepielęgnowana bliskość między rodzicami dziecka po prostu znika, a ciało tęskni... Nawet jeśli nie za seksem, to za dotykiem, pieszczotami, czułością. Fizyczna intymność to przecież jeden z najwspanialszych aspektów naszego życia. „I znowu przyszedł maj, namieszał w moim sercu…” śpiewał kilka lat temu zespół Varius Manx. No fakt, maj to taki miesiąc, który miesza w sercach całemu światu. Przyroda wybucha soczystością, ptaszęta świergolą i wiją gniazda, samce uderzają w konkury, wiewiórek goni wiewiórkę… nawet ludziska jakby bardziej szczęśliwi, wyłażą z pieczar po zimowym śnie… I amorów się zachciewa, a jakże! A za chwilę lato i wszystkie te przyjemności, które jeszcze bardziej ożywią serca i ciała. Miłość wisi w powietrzu. I to nie tylko u młodzieży. Uczucia i bliskości drugiej osoby pragną wszyscy, z osiemdziesięciolatkami włącznie. Miłość 50+ to sprawa niełatwa, bo wiadomo, że każdy ma jakieś przyzwyczajenia i oczekiwania, wady i przywary, które boi się odkryć. Trudniej jest zaufać i otworzyć się na nowe. Jednak ci, którzy odważyli się spróbować jeszcze raz, twierdzą, że takie dojrzałe związki to piękna sprawa. Chętnie bym to sprawdziła, bo i mnie maj uderzył do głowy. Znam kilka par z długim stażem, takim ponad 20-30 lat i wszyscy zgodnie twierdzą, że po pierwsze trzeba mieć szczęście, żeby na siebie trafić, a po drugie trzeba się lubić i przyjaźnić, pomimo różnic. Nie ma reguły, czy jest to związek bardziej tradycyjny i z klasycznym podziałem ról czy raczej nowoczesny, gdzie zarówno mężczyzna jak i kobieta mają mniej więcej równy wkład we wspólne stadło. Podstawą udanej relacji jest zainteresowanie drugą osobą i jej światem, WZAJEMNY szacunek i wsparcie, akceptacja słabości. Partnerzy wiele rzeczy robią razem, mają wspólne zainteresowania i cieszą się swoim towarzystwem, w którym po tylu latach nie muszą niczego ani nikogo udawać. W takich związkach nie ma miejsca na patriarchalno-protekcjonalne traktowanie kobiety czy też odwrotnie, wieczne smędzenie, narzekanie i krytykowanie mężczyzny za bliżej nieokreślone nieudacznictwo. Chyba, że takie pary żyją długo razem „tylko i wyłącznie dlatego, że go jeszcze nie zabiłam”, jak odpowiedziała mi pewna kobieta na pytanie o tajemnicę długowieczności jej małżeństwa. Media donoszą, że od kilku lat najwięcej rozwodów przybywa właśnie w grupie 50+. Najczęstszym, najbanalniejszym powodem jest zdrada i wymiana modelu. Mąż oświadcza, że się zakochał i głęboko wierzy w to, że 20-30 lat młodsza wybranka, trzepocząca na jego widok rzęsami i spijająca każde słowo z jego ust, to dużo lepsze rozwiązanie niż stara, gruba i wysłużona żona. Do czasu aż dziewczyna stwierdzi, że on też jest stary, gruby i ani on ani jego portfel nie obsługują tak jak należy. Jadę stereotypami, że aż miło, ale za dużo się człowiek nasłuchał o takich wymianach. Obśmiać trzeba. Niemniej rośnie też liczba pozwów, które wnoszą kobiety. Przyczyny? Po pierwsze kobiety coraz częściej mają dość, wiecznej obsługi męża i dzieci, braku szacunku, czują się niedoceniane i niekochane. Po drugie, panowie 50+ jacyś tacy bamboszowi ostatnio, nic im się nie chce, ani nigdzie wyjść ani pojechać, a ich religią jest święty spokój, ołtarzem telewizor albo komputer. Natomiast kobieta właśnie odżywa, odchowała dzieci i chce wreszcie zacząć żyć, tyle że często nie ma z kim i nie chce jej się czekać, aż on się ocknie. Po trzecie, rosnąca niezależność finansowa kobiet powoduje, że lęk o przyszłość, typowe „jak sobie poradzę” nie jest już barierą do zakończenia nieudanego związku. No dobrze, ale jak już się „uwolnimy” albo od dawna jesteśmy wolne i znowu chcemy poczuć przysłowiowe bąble, to gdzie znaleźć nowego, bardziej dobranego partnera? Oto jest pytanie godne dylematów szekspirowskiej heroiny. Najfajniejsi i najciekawsi są oczywiście zajęci, na imprezach towarzyskich od lat ci sami ludzie, do baru czy klubu nocnego nie pójdę, bo nie chcę mieć na twarzy wypisane „SZUKAM”, a poza tym to teren łowiecki dla moich rówieśników. No to gdzie? „Jedź do sanatorium” – mówi znajoma 30-latka. Nie jestem typem sanatoryjnym, choć wiem, że na temat uzdrowiskowych bachanaliów krążą legendy. Kiedy pada słowo „Ciechocinek”, rozmówcy ściszają głos i rozglądają się na boki. Nie wiem, nie byłam. Podczas weekendowego wypadu do Nałęczowa widziałam kuracjuszy w Parku Zdrojowym. Trudno mi było uwierzyć, że ci spacerujący krok za krokiem panowie i panie, prowadzący dystyngowane rozmowy przy lodach i kawie, wieczorem zmieniają się w rekiny i piranie parkietu. Dużo łatwiej było mi to sobie wyobrazić w Krynicy Górskiej, kiedy czekałam na autobus do Krakowa, a wraz ze mną tłumek pań wyjeżdżających po skończonym turnusie. Tylko kilka z nich ubranych było w stroje turystyczne. Cała reszta z walizami godnymi gwiazd Hollywoodu przybywającymi na Festiwal Filmowy w Cannes i w stylizacjach podnoszących brwi o 10 cm. Największe wrażenie zrobiła na mnie pewna dama z długim fryzem w ognisto-kasztanowym kolorze, takimiż ustami, bluzeczką w wielkie złote esy floresy i panterkowymi legginsami. Ała! – jak mówi mój krakowski znajomy. Inny znajomy, będąc kiedyś poszukującym, skuszony famą wybrał się do Ciechocinka, ale wrócił szybciej niż zapowiadał. „Wszędzie te napalone baby!” rzucił mi w słuchawkę i o więcej nie śmiałam zapytać. Nie ma lekko drogie panie! Wiele kobiet po swoich małżeńskich doświadczeniach mówi wprost, że nie są już zainteresowane. „Teraz ja!” i dawaj na salsę, wycieczki górskie i rowerowe. I są zadowolone z życia, bo mają je wreszcie dla siebie. Inne, które może i zapragnęłyby wpuścić do swojego świata kogoś nowego, mają problem, aby znaleźć królewicza, który zlazłby z konia, żeby choć od czasu do czasu odkurzyć albo pozmywać. Opowiadała mi znajoma, że kiedy na portalu randkowym znalazła nawet interesującego kandydata, to uciekła, kiedy pan ów podczas zapoznawczej kawy stwierdził: „lubię, kiedy obiad jest o Inny mężczyzna (pod 60-tkę) ogłosił podczas rozmowy: „Chciałbym się jeszcze zakochać, bo czas już znaleźć kogoś do opieki”. Heloł! Houston mamy problem i to duży! Panowie wróćcie na ziemię! Nawet DJ Wika, ikona witalności polskich seniorów, pani lat 78, opowiadała rozbawiona w programie Pauliny Młynarskiej „Lustro”: „Mój sposób życia nie odpowiada starszym panom, bo przy mnie nie będą się czuli bezpiecznie. Płatków nie ugotuję, kaszy manny nie zrobię.” A to feler, westchnął seler, bo takie podejście ma coraz więcej kobiet. Są też pozytywne przykłady. Znajoma malarka opowiadała mi, że kiedy maluje, to cała się w to angażuje i nie myśli o niczym innym, często przez cały dzień. Obiad gotuje wtedy mąż, który bardzo ją wspiera w artystycznej działalności. Tak jak ona wspiera jego i w pracy i w jego pasjach. I o to właśnie chodzi! Inny mężczyzna, nowo poznany znajomy, lat 70 – świetny facet, inteligentny, dowcipny, oczytany, kino, teatr, muzyka, chodzi po górach, jeździ na rowerze, gotuje… Nie szuka niańki, z kobietą chce dzielić się przeżyciami i przyjemnościami. Można? Można! Skoro nasi wspaniali 50+ tacy jacyś energetycznie przywiędli, to może rzucimy okiem na młodszych? Przy okazji niedawnej „awantury” z nową prezydentową Francji temat rozgrzał do czerwoności łamy mediów i wypowiedzieli się już chyba wszyscy. I ci co mieli coś do powiedzenia, i ci, co lepiej, żeby nic nie mówili. Ja się cieszę, ponieważ dyskusja zwróciła uwagę na żywą społecznie kwestię. O gustach się nie dyskutuje, ale wielu ludziom trudno jest uwierzyć, że starsza kobieta może się podobać i budzić emocje u młodszych mężczyzn. Psycholodzy i seksuolodzy od lat potwierdzają, że taki związek odpowiada na wzajemne potrzeby obu stron – psychiczne, emocjonalne i, o zgrozo!, seksualne. A dlaczegóż by nie? Kobieta po 50-tce to niekoniecznie stare próchno zjedzone przez korniki. Zadbana, dojrzała emocjonalnie i doświadczona życiowo, ale nadal młoda duchem ma wiele do zaoferowania mężczyźnie, zresztą nie tylko młodszemu. Naprawdę warto to docenić. Na zepsutym moralnie Zachodzie tego rodzaju związki już nikogo nie dziwią, są nawet specjalne portale randkowe do łączenia w pary starsze kobiety i zainteresowanych nimi mężczyzn. U nas takie relacje ciągle jeszcze znajdują się na ostrzu społecznego napiętnowania. „Rewolucja Brigitte” – głosiły nagłówki. Może rzeczywiście coś się w tej materii ruszy i nawet w naszym kraju, tego rodzaju związki nie będą już wywoływać sensacji. Dała nam przykład Madame Macron, jak zwyciężać mamy! O miłości można długo. Dlatego będzie dalszy ciąg. W następnych odcinkach napiszę o portalach randkowych, biurach matrymonialnych, klubach 50+ itp. A póki co: Kochajmy się! Niezależnie od wieku.

jak często się kochacie po 50